Witam,
Chciałam podzielić się z Wami moją refleksją na temat tego, jakże często wykorzystywanego powiedzonka. Kwestia ta zastanawiała mnie jeszcze na długo przed tym jak sama zostałam mamą (mam siedmiomiesięcznego Synka). Od bardzo dawna odnoszę nieodparte wrażenie, że stwierdzenie to bardzo często wykorzystywane jest przez matki do usprawiedliwienia swojego
chronicznego braku czasu dla dziecka lub chęci zajęcia się swoją Latoroślą. Teraz pewnie wiele z Was się obruszy, więc już spieszę z wyjaśnieniami.
Zgadzam się w 100%, że kobieta zaniedbana i sfrustrowana przenosi swój zły nastrój na dziecko. Nie obdarza Go również taką uwagą jak powinna. Ja też muszę/chcę od czasu do czasu naładować akumulatory. Zostawiam wtedy moje Słonko z jego tatą (nawet na parę godzin), a sama idę np. do kosmetyczki, koleżanki czy rzucam się w wir zakupów. I nie ma w tym nic złego - wręcz przeciwnie - uważam, że nie należy za bardzo uzależniać ani siebie od dziecka ani Szkraba od nas. Nie widzę też nic złego w powrocie do pracy (sama zostanę w domu jeszcze tylko przez 3 miesiące). Mam na myśli zupełnie o coś innego - traktowanie dziecka jak przeszkody. Najlepiej będzie jak pokażę to na przykładach z mojego otoczenia.
1. 3-letni Synek mojej koleżanki ma grypę. Zbiegło się to w czasie z naszym wspólnym wyjazdem na kilkudniową zagraniczną delegację. Cóż, sprawa zaplanowana dosyć dawno, dziecko zostaje pod opieką swojego ojca, więc jedziemy. Gdy lądujemy z powrotem w Polsce, ja nie marzę o niczym innym jak tylko o powrocie do domu, do męża (w drodze z lotniska nie było korków, więc jesteśmy w domu wcześniej niż zakładałyśmy - zrobię mu niespodziankę). A co robi moja koleżanka?? Zamiast do domu, do dziecka jedzie do pracy, żeby zobaczyć co słychać i zostaje tam do...19!!!!!
2. W kilkuosobowym zespole opracowujemy ważny projekt. To zadanie wymaga od nas wielkiego zaangażowania i przedłużonych godzin pracy. Udział w zespole jest proponowany przez kierownictwo. Nasz przełożony to osoba bardzo wyrozumiała, więc z oczywistych względów nie proponuje tej pracy dziewczynie mającej ośmiomiesięczne dziecko. Ta jest oburzona i zgłasza
się do projektu na ochotnika... Zaznaczam, że takich "akcji" już troszkę było i dziewczyna miała już szansę się wykazać.
3. Mamy zaplanowane serie szkoleń z zakresu naszej pracy prowadzone przez firmę zewnętrzną. Osoby z tej firmy mogą nas szkolić tylko w czwartki (w godzinach naszej pracy) bądź w soboty. Oczywiście prawie wszyscy jesteśmy za czwartkami. Wyjątek stanowią 2 osoby, które chcą się
spotykać w soboty. Jedną z nich jest matka małej dziewczynki...
Przykłady mogłabym mnożyć. Wszystkie te dziewczyny twierdzą, że "nie liczy się ilość, ale jakość czasu spędzona z dzieckiem". I oczywiście poniekąd jest to racja. Ale tylko poniekąd. Ja nie potrafię zrozumieć przejawów "nadgorliwości". Pomimo, iż sama jestem osobą ambitną, mam za
sobą kilka awansów, to teraz dziecko jest bardzo ważne! I na pewno nie będzie mnie tam gdzie nie będę niezbędna, na delegację nie zgodzę się jeszcze przez jakiś czas, gdy dziecko będzie chore to będę robić swoje i w te pędy wracać do niego. Wcale nie trzeba popadać w skrajności. W
macierzyństwie, jak w całym życiu, potrzebny jest zdrowy rozsądek i równowaga.
pozdrawiam wszystkie Mamy,
mama Robaka
czwartek, 28 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Generalnie się zgadzam tylko jedno mnie rozbraja : "Zostawiam wtedy moje Słonko z jego tatą (nawet na parę godzin)," czy to jest jakieś niesamowite że NAWET na parę godzin zostawiasz dziecko z tatą? Kurcze, nei rozumiem tego, kiedy dwoje ludzi pracuje, wracająz roboty tak samo zmeczeni i mama musi PROSIĆ tatę żeby się zajął dzieckiem :/ Powinno byc naturalne ze tata zajmuje się dzieckiem tak samo jak mama, a czasem z wypowiedzi wnioskuje ze tata robi przysługe mamie opiekując się dzieckiem :/ :(
OdpowiedzUsuńwiesz, wydaje mi się, że popadanie ze skrajności w skrajność też nie jest dobre. opisane przez Ciebie przypadki... cóż ciężko oceniać postępowanie tych matek... dla mnie to nie do pomyślenia... ja, jeśli zostawiam syna pod opieką męża, to staram się jak najszybciej wracać do domu. i nie wynika to z braku zaufania do niego czy uzależnienia od dziecka. po prostu to on jest dla mnie najważniejszy. i mam nadzieję, że po powrocie do pracy tak nadal będzie. ale każdy ma swoje własne piorytety i dla każdego co innego jest istotne.
OdpowiedzUsuńa co do samego powiedzonka... cóż, zgadzam się z nim. oczywiście w pewnych granicach. jestem po rozmowie z osobą z rodziny, która np. uważa, że po urodzeniu dziecka kobieta powinna myśleć już tylko o nim i nie dbać o swoje szczęście. nie ważne, czy ma udane małżeństwo czy nie. musi w nim trwać, bo jest dziecko. taka postawa też nie jest w porządku, bo przecież my, mamy, jesteśmy ludźmi i mamy prawo do własnego szczęścia, rozwoju tak jak każdy inny.
pozdrawiam.
zosiabg, pisząc, że zostawiam dziecko NAWET na parę godzin chciałam podkreślić swoją postawę, a nie męża. Mój mąż jest ojcem, do którego nie można się o NIC przyczepić. Często wręcz sam "wypycha" mnie z domu żeby pobyć z naszym Synkiem "w męskim gronie".
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Hej - chcialam przypomniec manifest naszego klubiku:
OdpowiedzUsuńKlub Niegrzecznych Matek jest po to, zeby obalic mit, ze istnieje cos takiego jak uniwersalny wzorzec Dobrej Matki.
Nie planujemy rewolucji. Szukamy tylko nowego znaczenia ‘dobrego rodzica’ – takiego, w którym nie chodzi o posiadanie najwyższego modelu spacerowki, zapisania dziecka do topowego przedszkola Montessori czy przyrządzania idealnego bio obiadku dla malucha.
Chodzi o uwolnienie się od terroru Być Dobra Matka przez duze D, odrzucenie wartosciowania - dobry albo zły rodzic. Chodzi tylko o to, żeby kochac swoje dzieci i dbac o nie – z radością, bez cisnienia. Macierzynstwo I tak jest trudne, po co wiec jeszcze utrudniac? Wyluzujmy. Zestresowany rodzic to nieszczesliwy rodzic. A jezeli chcemy miec zadowolone dzieci to sami musimy byc zadowoleni, a bedziemy tacy jak sobie troche odpuscimy.
Wiec bardzo prosze nie oceniajmy, nie krytykujmy innych matek. Wspierajmy sie - nawet jak nie zawsze z ich wyborami sie zgadzamy :)
peace. miki.
Właściwie to Miki napisała juz to co chciałaby w tej sprawie powiedzieć.
OdpowiedzUsuńDodam tylko jedno pytanie : czy gdyby w ten sposób jak opisane kobiety zachowali się panowie-tatusiowie to kogokolwiek by to zdziwiło lub ktoś by to skrytykował?
Errata: "napisała już to, co chciałabym w tej sprawie powiedzieć"
OdpowiedzUsuńJa podobnie jak autorka postu, też zastanawiałam się nad tym powiedzeniem. I myślę, że jest fałszywe.
OdpowiedzUsuńBo np. czy kilkumiesięczne dziecko, którego matka właśnie wyjechała na tydzień z przyjaciółką "zregenerować siły" jest na pewno szczęśliwe? Czy może jednak tęskni i nie rozumie dlaczego mamy nie ma?
Sądzę, że zdecydowanie się na dziecko to zdecydowanie się na to, że czasem będziemy niewyspani, zmęczeni i sfrustrowani. A w momencie, w którym podejmujemy tak wielką odpowiedzialność za cudze życie i zostajemy matką/ojcem trzeba się pogodzić z tym, że nasze potrzeby będą musiały czasem zejść na drugi plan. I nie mówię tu o jakimś mega poświęcaniu się, kompletnym zapominaniu o sobie. Ale patrząc na niektórych rodziców zastanawiam się dlaczego zdecydowali się mieć dziecko, skoro mogą mu poświęcić jakieś 60 minut dziennie? Nawet jeśli jest to 60 minut super jakości.
Chyba dlatego, że to takie fajne nowoczesne rodzicielstwo - praca, praca, praca, a potem matka na fitness, ojciec na piwo, matka do spa, ojciec na squasha, a dziecko z nianią, albo z babcią albo co gorsze w całodobowym przedszkolu.
No i tego się właśnie obawiałam. Z fajnej stronki o Niegrzecznych Mamuśkach zostały zgliszcza. Teraz będą wpisy z rodzaju: A Zosia co ma biurko pod oknem to jest bardzo złą matką, bo (i tu należy wpisać aktualnie poczynioną obserwację). Błagam! Nie zaglądajmy innym matkom w dekolt, żeby sprawdzić czy karmią piersią, nie odmierzajmy stoperem czasu na pokonanie odcinka z pracy do domu w ekspresowym tempie ...
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMoja koleżanka ma rocznego synka i czasami jak patrzę na jej zachowanie w stosunku do dziecka to zastanawiam się czy nie powinno być badań psychologicznych dla przyszłych rodziców. Chciała mieć dziecko.."no bo już mam 35 lat i trzeba mieć już dziecko"...hm..Zostałyśmy mamami w tym samym czasie...tylko, że ona ma czas na wyjazdy z koleżankami, na wypady do dyskoteki, na zakupy dla siebie....Nie wiem, może sama jestem dziwną matką ale nie rozumiem jak można zostawiać 4 miesięczne dziecko z tatusiem i wyjechać sobie na 3 dni w góry..bo " mam dosyć dziecka i chcę od niego odpocząć"..., kilka razy w miesiącu wychodzi do dyskoteki, do kina, do kawiarni..( dodam jeszcze, że całe dnie spędza w pracy)...Szkoda mi jest jej syna bo wychowuje go babcia i ojciec dziecka..Ona jakoś nie czuje "tego czegoś", na szczepienia z dzieckiem jeździ babcia, na spacery z dzieckiem wychodzi tylko tatuś bo " mama odpoczywa po imprezie"...hm...Skoro decydujemy się na dziecko to musimy wziąć pod uwagę to, że potrzebuje ONO naszej obecności, ciepła, przytulenia, pokazywania mu świata....Wychowanie nie polega na położeniu dziecka do łóżeczka a potem jak skończy 2 lata posadzeniu go przed komputerem!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńHej dziewczyny!
OdpowiedzUsuńJa też myślę, że to nie miejsce na wpisy tego typu. Bądźmy tolerancyjne, nie oceniajmy innych matek. Myślę, że jako młode lub bardzo młode matki mamy jeszcze w temacie rodzicielstwa wiele do zrobienia i nigdy nie wiadomo, czy na każdym etapie będziemy takie wspaniałe i lepsze od innych. W chwili kiedy krytykujemy innych największą szkodę wyrządzamy samym sobie!
A ja mam dosyć mieszane uczucia po powyższej lekturze. Bo zgadzam się, że nie nam oceniać postępowanie innych, ale z drugiej strony nie jest to takie proste. Trzeba sobie uświadomić, że dziecko przede wszystkim na początku potrzebuje jednego stałego opiekuna (najlepiej matki) dla prawidłowego rozwoju emocjonalnego. Rozumiem, że trzeba pracować, realizować swoje potrzeba, ale początek macierzyństwa wymaga pewnego odpuszczenia w innych sferach, a to potem procentuje. Próbuje się postawić w sytuacji dziecka, które ma poczucie, że praca mamy i jej przyjemności są ważniejsze niż ono samo.
OdpowiedzUsuńA tak poza tym, zastanawia mnie to szumne hasło szczęśliwa mama szczęśliwe dziecko, no bo co to kurde tak naprawdę znaczy, przecież te dwa szczęścia mogą się mijać. No i między szczęściem a nieszczęściem jest jest dużo innych możliwości, może czasem wystarczy zadowolenia albo zwykły spokój.
A i jeszcze jedno, jak zaczynamy robić coś nowego to się uczymy owych rzeczy, może warto by było jak się zostaje rodzicem przeczytać coś o rozwoju człowieka, nie poradnik co robić, tylko coś żeby wiedzieć jak ten proces przebiega, na pewno będzie łatwiej. Przecież nikt nie rodzi się kompetentnym rodzicem.
Pozdrawiam mamy:)))
No wreszcie igriano rzuciłaś jakiś konkret. Człowiek całe życie się uczy. Uczą nas sytuacje, w których jesteśmy a i u innych dopatrujemy dobre i złe zasady czy zachowania. Na tym właśnie polega ludzka inteligencja. Nie ilość wiedzy a sposób jej przełożenia i wdrożenia w życie.
OdpowiedzUsuńA co do tematu, to różnie u mnie jest. Raz jestem szczęśliwa bo mam kochaną rodzinę i odpoczywać, a czasem szlak mnie bierze, kiedy jestem niewyspana a tyle rzeczy bym chciała zrobić i wiem że muszę odpuścić sobie by nie zwariować ;-DDD
Dzięki, jakoś tak mi ta sprawa chodzi po głowie. Na pewno nie jest to proste, ale jestem przekonana, że jeśli coś (praca, pasja) staje się ważniejsze niż rodzina, dziecko to trzeba się nad tą sprawą zastanowić, bo nie powinno tak być. Niestety w życiu nie można mieć wszystkiego na raz i trzeba umieć dokonywać mądrych wyborów, najlepszych w danym momencie.
OdpowiedzUsuńKobiety dajcie spokój! Zgadzam się z Dagmarą i Miki. "Nie zaglądajmy innym matkom w dekolt, żeby sprawdzić czy karmią piersią, nie odmierzajmy stoperem czasu na pokonanie odcinka z pracy do domu w ekspresowym tempie ... "
OdpowiedzUsuńbaardzo fajne zdanie! żeby kogoś ocenić trzeba by było spędzić trochę czasu w jego skórze. Nie oceniajmy. Nikt nie jest idealnym rodzicem więc zamiast zapuszczać żurawia w cudze życie może lepiej sie skupić na tym czy to co JA robię jest ok. Każdy ma prawo do własnych wyborów i decyzji.
Witam!! mam 35 lat,dwoje dzieci 8 i 7 letnie.Mąż pracuje ,zarabia bardzo dobrze.Dzisiaj dociera do mnie ,ze byłam gupia godząc sie na taki zwiazek klatkę.Nie w olno mi nic,jestem matką więc mam cały zcas zajmować s ie dziećmi i domem. Nie byliśmy nigdy razem w kinie,nigdy w restauracji(ostatni raz na właśnym ślubie 11 lat temu),nie mamy znajomych,nie mam nikogo. Rodzina daleko ,ma swoje życie.Nikt mi nie pomagał i nie pomaga przy dzieciach.woze dzieci do i ze szkoły,na taniec,zajęcia pozalekcyjne,basen.zawsze ja.zawsze sama. mąż jest daleko a w domu bywa gosciem-wtedy też nie obchodzi go,że chciałabym odpocząc.mam depresje,stwietrdzoną przez lek,psychiatra kazał mi odpocząc i byc bardziej szczęśliwa.Mąz na moje wzmianki o tym,ze teraz inne czasy,ze moze jakas pomoc twierdzi ,ze w głowie mi sie popzrewracało i że nie nie mam co marzyc o wyjsciu gdziekolwiek.jestem matką i mam byc w domu z dzieci 24/h. gdy sie sprzeciwiłam dostałam w twarz.jestem bardzo zmęczona
OdpowiedzUsuńSyrena, napisałam Ci maila, odezwij się proszę
OdpowiedzUsuń