niegrzecznemamuski.blogspot.com

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Rzeczywistość czyha za rogiem - temat z maila

Drogie Niegrzeczne Mamuśki :)
Stoję właśnie na myślowym rozdrożu...mianowicie jak już tu nie raz pisano macierzyński się skończył, urlopy również i zaczął się wychowawczy. Plan był taki, że zostanę w domu aż synek skończy 1,5 roku- i chciałam zostać, chcę wciąż, bo lubię po prostu być w domu, ale życie napisało swój plan i muszę wrócić do pracy. Nie chciałabym wracać tam gdzie pracowałam, ale na szczęście mam gdzie wrócić, więc nie narzekam! Nie o to chodzi, tzn. nie do końca. Raz myślę sobie, że dobrze, że będę wśród ludzi, że wrócę do normalnego trybu życia, do rzeczywistości, ale zaraz nachodzi mnie myśl, że coś stracę, że umknie mi coś ważnego z życia tego małego człowieka, który codziennie jest inny...nie zrozumcie mnie źle, nie jestem idealną, nawet nie wiedziałam, że takie mity krążą SERIO ;) Nie czuję się głupsza, czy gorsza dlatego, że wolałabym zostać w domu, ale po prostu mnie na to nie stać. I czasem myślę, że fajnie, że wracam, a czasem aż mi się płakać chce, że muszę...nie wiem, może to też dlatego, że mały będzie u teściowej co też mi się nie uśmiecha, ale muszę być wdzięczna za pomoc, bo gdyby nie ona z kolei, to na opiekunkę bym nawet nie zarobiła. I tak naprawdę to nie wiem co czuję. Może to też brak miesiączki powoduje taki brak równowagi hehe ;)
Czy jestem odosobniona?? Czy Wy, młode mamy, mające gdzie wracać, też macie takie rozterki?? I co ważniejsze jak sobie z nimi radzicie, bo ja sobie nie radze :/
Pozdrawiam
Ela

10 komentarzy:

  1. Ja do pracy wróciłam pół roku temu. Też się bałam że wiele rzeczy mi umknie, typu pierwsze kroki, samodzielne siadanie, pierwsze słowa, początki raczkowania itp itd.

    Pierwszy tydzień był to koszmar, bo ciężko było mi zostawiać malca z teściową. Potem taki dołek się pojawił chyba za kolejne 2 tygodnie. I jak na początku było mi ciężko wrócić do pracy, tak teraz gdy Szkrab ma już rok, to ciężko by mi było siedzieć z nim cały czas w domu. Nie dlatego, że dziecko mnie męczy czy drażni i nie chce mi się poświęcać mu czas. Po prostu odnalazłam się na powrót w pracy i ona mi uświadomiła jak brakowało mi kontaktu z ludźmi.

    I myślę że praca pozwala mi właśnie zachować równowagę bo będąc w pracy odpoczywam od "pieluch", a będąc w domu Szkrab mnie tak absorbuje że zapominam o pracy :)

    Grunt to pozytywnie myśleć. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu gdzie mieszkam urlop wychowawczy nie istnieje, po 6 tygodniach (bo tyle przysluguje wolnego po porodzie),albo wracam do pracy, albo o ile sie dogadasz urlop bezplatny.
    Ja zostalam z synkiem do 3 miesiacy w domu, pozniej byla niania, a od 20 miesiaca poszedl do day care.Niestety cala rodzina w Polsce i nie mialam tutaj nikogo kto moglby z nim byc.
    Doskonale rozumie twoje rozterki, bylo mi bardzo ciezko zostawic 3 miesiecznego synka i wrocic do pracy. W domu jestem po 18 wiec caly dzien go nie widze, wychowuje go day care, a ja zostalam "matka zaoczna"
    No coz, ale jak sama piszesz czasem nie ma wyboru. A jak sobie z tym radze...czekam na weekend aby moc caly dzien byc z nim, teraz ma 2.5 latka i czesto spi z nami wlozku co daje mu poczucie bezpieczenstwa, a mi przyjemnosc ze moge przytulic go po calym dniu w pracy. Najtrudniejsze sa jak zwykle pierwsze tygodnie, a pozniej bedzie lepiej,.. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. moje maluchy poszły do niani jak miały 10 mc długi macierzyński na bliźniaki jest dłuzszy ....tez zastanawiałam sie nad tym jak to bedzie ale w sumie stwierdziłam jak Tuaregowie ,ze nie bede martwić sie stanem na który nie mam wpływu ...nie pochodze z zamożnej rodziny , rodziców mam daleko , pracuje , zrabiam a i tak nie mwiem gdzie podzioała sie pensja moja i męza ...jestem matka po 18 i w weekendy i musiałabym chyba wygrac w totolotka zeby nie pracowac i poświęcić sie dzieciom bo inaczej albo mama w domu i głodne brzuszki albo tak jak jest ....więc głowa do góry wiem ,że to niue łatwe ale mysle ,ze dzieci mimo wszytsko to rozumieją one na prawdę sa madrymi stworzonkami

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój szkrab właśnie skończył 8 miesięcy. W marcu wracam do pracy i przeżywam to dokładnie jak ty. Jestem z nim bardzo mocno związana i nie wyobrażam sobie jak przeżyję cały dzień nie wiedząc co się u niego dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja wprost przeciwnie- wlasnie zostalam zredukowana i dopoki nie znajde czegos nowego czeka mnie siedzenie w domu- i nie martwi mnie tak bardzo ze poszukiwanie pracy moze byc chol*** ciezkie- ale to ze bede musiala malego zabrac ze zlobka- a on tam UWIELBIA chodzic- i na haslo- idziemy do dzieci- juz biegnie do wozka i wyciaga kurtke- i wiem ze ja mu tego nie zapewnie- i to mnie naprawde doluje :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja po dwóch miesiącach wróciłam do pracy. Źle się czułam, i na domiar tego wszystkiego usłyszałam od swojej "wspaniałej" (wrr) teściowej "Nie ma cie w domu, nie widzisz jak się dziecko Twoje rozwija" I wtedy zamiast się zasmucać, cos we mnie pękło i uświadomiłam sobie, że TO ja widziałam jak moje dziecko PIERWSZY RAZ WSTAJE, TO ja zobaczyłam PIERWSZY ZĄBEK, to Ja zobaczyłam jak Pięknie SAM siada. Nic nie straciłam...synek zawsze czeka na mamę, żeby jej pokazać co NOWEGO potrafi ;-) Też śpię ze swoim skarbem, a on się wtula w nocy we mnie i wiem, że nie powinnam, bo .... ale mi to nie przeszkadza i lubię patrzeć jak zasypia i się budzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie rozterki dopadają chyba każdą mamę, ja też tak miałam. Dla mnie rozwiązaniem było zmniejszenie sobie etatu w ramach wychowawczego do 1/2. Pierwsze tygodnie były ciężkie - bo to pierwsze rozstanie na dłużej niż godzinkę, bo odstawienie od piersi itd. Jednak praca jest nam potrzebna!!! - zarówno jako źródło dochodów jak i jako równoważnia.
    Trzymaj się ciepło i nie martw na zapas, a my będziemy trzymały kciuki za Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja od 4 miesiąca ciąży byłam w domu. Wróciłam do pracy, kiedy Mała skończyła 7 miesięcy. Przed tym dniem bardzo to przeżywałam. Bałam się, że nie damy rady bez siebie, że nikt tak jak ja się nią nie zajmie itp. Ten stan trwał może przez pierwszy tydzień.
    Dziś uważam, że powrót do pracy był bardzo dobrą decyzją. A im Weronika jest starsza, tym bardziej się w tym przekonaniu utwierdzam. Przez te kilka godzin możemy odreagować od siebie. Potrzebujemy tego. Poza tym jestem o wiele spokojniejsza, kiedy widzę, że Mała jest przeszczęśliwa gdy widzi Babcię. Żegna mnie i wita w okrzykach radości
    Ale muszę też napisać, że mam Super Pracodawcę! W ramach całego etatu mogę przychodzić później i wychodzić wcześniej. Bez problemu mogę zostać w domu, kiedy z Małą coś jest nie tak, poprosić o wolny dzień.
    I wcale nie czuję się wyrodną matką. Kocham moją córkę nad życie, a decyzję o moim powrocie do pracy podjęliśmy wspólnie z mężem, bo uważamy, że każdy powinien mieć kawałek swojego świata. I chyba bardziej doceniam każdą wolną chwilę!
    Pozdrawiam i dopinguję w powrocie do pracy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja wróciłam do pracy 2tygodnie temu, bo musiałam. Skończył się urlop macierzyński i trzeba było podjąć decyzję. W sumie od początku chciałam wrócić do pracy po urlopie, ale...właśnie wymówki gdzieś zasłyszane, że dużo mnie ominie, że jak tak mogę zostawić własne dziecko, że to za szybko(urlopu miałam 6m-cy)...Zaczęłam mieć małe wyrzuty sumienia, zaczęło mi być żal tych chwil, które mnie ominą. Ale przypomniałam sobie też słowa babki z którą mieliśmy spotkanie zaraz przed ślubem- mówiła o sytuacji, kiedy pojawia się dziecko, że rodzice przelewają całą swoją miłość właśnie na nie, a zapominają o partnerze i w pewnym momencie o sobie, o tym, że też jesteśmy ludźmi i też mamy swoje potrzeby. I często tak wychodzi, że rodzice zapatrzeni tylko w swoje dziecko, kiedy to dziecko już "opuszcza gniazdo" zdają sobie sprawę, że są z zupełnie obcą dla siebie osobą. Że zgubili gdzieś siebie, bo mimo naturalnego pragnienia rodzica do spędzania jak największej ilości czasu ze swoim dzieckiem, nie powinniśmy zapominać o sobie.
    Ciężko mi było wyjść pierwszy raz do pracy i zostawić Juniora pod opieką innej osoby. Jeżeli nie pracujemy z Mężem w tym samym dniu, to On zostaje z Małym.
    Myślę, że najlepiej jest zdać sobie sprawę z tego, że nawet nie wiadomo jakbyśmy się nie starali- i tak "coś" przegapimy. To naturalne. Ale nikt nie odbierze nam wspólnych chwil potem. To nikomu innego, ale NAM właśnie w TEN SPOSÓB dziecko spojrzy w oczy, i z tylko TAKĄ MIŁOŚCIĄ, która jest "zarezerwowana" TYLKO DLA NAS :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój urlop wychowawczy dobiegł końca, ponieważ wygasła moja umowa o pracę... W związku z tym jestem teraz bezrobotna...

    Nie planuję szukania pracy przez najbliższe 1,5 roku - aż synek będzie mógł iść do przedszkola.

    Z jednej strony bardzo bym chciała wyrwać się z domu - mam już dość, nie pracuję od prawie 2 lat(całą ciążę byłam na zwolnieniu).
    Mam dość siedzenia w domu, chodzę ciągle zła, sfrustrowana, nie cieszę się macierzyństwem, wyżywam się na wszystkich... Brakuje mi kontaktu z innymi "normalnymi" ludźmi(tzn. kimś innym niż rodzina lub koleżanki-matki)...


    Z drugiej strony - nie mam co zrobić z dzieckiem... Na pomoc babci nie możemy liczyć. O żłobku państwowym można pomarzyć(musiałabym zapisać synka zanim go poczęliśmy)... Za prywatny żłobek zapłacę ponad połowę tego co zarobię. A opiekunce musiałabym oddać całą swoją pensję.


    Nie wiem czy uda mi się wytrzymać kolejne 1,5 roku i nie zwariować :(

    OdpowiedzUsuń