niegrzecznemamuski.blogspot.com

piątek, 14 maja 2010

Młoda mama tez ma glos ! - temat z maila

Witam wszystkie niegrzeczne mamuśki,

jestem młodą mamą, mam 20 lat i 16 mies synka Wiktora. Chciałabym się z Wami podzielić swoim niezbyt przyjemnymi doświadczeniami z tego, iż w młodym wieku zaszłam w ciążę, która była wpadką.
Pobyt w szpitalu, poród to były najgorsze chwile w moim życiu. Pielęgniarki, położne oraz ginekolodzy traktowali mnie tak jakbym była trędowata. Na moje pytania odpowiadali pól słówkami lub wcale, ale to nie było najgorsze.
Kiedy zaczął się poród już leżałam w szpitalu ponieważ byłam 7 dni po terminie i ustalono że rodzę w obecności narzeczonego, który jest straszy o 5 lat. Najpierw położna kazała mu wejść osobnym wejściem na porodówkę, jakby nie mógł zjechać windą. Tam natknął się na inny problem - ponieważ była 22 pani nie chciała go wpuścić. Kiedy już ubłagał ją był przy mnie jakieś 2 godz po czym położna, która się mną opiekowała kazała mu iść do domu, nie bacząc na moje prośby żeby został. I w ten sposób zostałam sama, przerażona na sali.
Chodzić też mi nie pozwoliła, wiec od godziny 24 byłam przykuta do łóżka porodowego, a położna co jakiś czas przychodziła i wzdychała czemu ja tak długo rodzę. Najgorsze było jednak to kiedy około godziny 4 przyszła i powiedziała do mnie, że pani na pewno sama nie urodzi. Wtedy zaczęło się zamieszanie - kroplówki, ukłucia igieł i poród zakończony kleszczami, o którym oczywiście nikt nie raczył mnie poinformować. Dostałam znieczulenie, ginekolog wsadził kleszcze i po paru sekundach Wiktor był już na świecie.
Pamiętam, że kiedy lekarz mnie zszywał powiedział wtedy " I widzisz parę chwil przyjemności, a potem godziny cierpienia ". Przysięgam, że gdyby nie to, że byłam strasznie zmęczona, wstałabym i strzeliła mu w twarz.
Nie myślcie, że potem było już różowo. Nikt mi nie powiedział jak przystawić dziecko do piersi, jak przewijać i jak dbać o kikut po pępowinie. A każda moja prośba o butelkę kończyła się komentarzem na temat jaka to zła i wyrodna matka ze mnie i gdyby nie to że jednej nocy Wiktor darł się na cały oddział, pewnie bym tej butelki nie dostała.
A no i mojemu partnerowi oczywiście też się dostało: za to że źle nosił dziecko i źle je karmi.

Myślę, że dobry szpital i wsparcie położnych oraz lekarzy jest połową sukcesu do tego, aby łagodniej przechodzić tzw baby blues i łatwiej oswoić się ze swoim maleństwem. Ja tego nie doświadczyłam, wiec trwałam w tej depresji jakieś 3 mies.
To ze jestem młodą mama nie oznacza, że jestem gorsza i nic nie potrafię. A to ze czasem jestem niegrzeczną mamuśką i robię to co lubię to oznacza tylko jedno: gdy mama jest szczęśliwa to i dziecko jest szczęśliwe.

pozdrawiam wszystkie niegrzeczne mamuśki ;)

A.

26 komentarzy:

  1. wiesz, to chyba naprawdę kwestia przypadku, ja przed porodem dowiadywałam się o szpitale u nas i na wszystkich stronach znajdywałam kompletnie różne opinie na temat tego samego szpitala. więc w sumie wyszłam z założenia, że opinie nie sa najważniejsze, bo nawet żona mojego kuzyna, która rodziła w renomowanym i och ach szpitalu w Wejherowie, niezbyt fajnie pobyt tam wspomina. ja byłam w naszym wojewódzkim i chyba po prostu miałam szczęście, bo oprócz paru szczegółów nie mogę powiedzieć złego słowa o tamtych ludziach - lekarzach, personelu. nawet pani anestezjolog, która mnie opieprzała za darcie się wniebogłosy kiedy ona przecież ANKIETĘ WYPEŁNIAŁA, a potem za histeryzowanie (które histeryzowaniem nie było, chciałabym zobaczyć jak ona znosiłaby skurcze na zszywanej wcześniej po cesarskim cięciu macicy...), ta sama pani trzymała mnie potem za rękę, potem została jeszcze po swojej zmianie, bo chciała zobaczyć jak urodzę... niektórzy z nich tacy są "docelowo", ale to może wynikać z czegoś innego niż ze zwykłej nieuprzejmości czy złośliwości.
    jednak nie mam słów usprawiedliwienia na to, jak Cię potraktowano i uważam, że powinnaś była to gdzieś zgłosić... nie może im coś takiego uchodzić płazem. tak - możemy ich tylko obrzucać słowami, które nawet pewnie do nich nie dotrą.

    są strony bodajże na gazeta.pl, na których dziewczyny dzielą się swoimi doświadczeniami z wizyt u lekarzy, ginekologów, uważam, że chociaż tam można ich obsmarować, by inni wiedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisz koniecznie gdzie rodziłaś! Ku przestrodze. Wku..wiłam się nieziemsko!!Zresztą jak za każdym razem, gdy słyszę o takiej sytuacji. Tacy ludzie powinni ponosić konsekwencje swojego zachowania. Jak można kogoś tak potraktować?! wierzyć się nie chce, że położna to niby też kobieta... Sama przed porodem też się okropnie bałam, że trafie na taki szpital. Dlatego rodziłam w innym mieście. Dużo mi na myśl jeszcze przychodzi , ale szkoda moich nerwów. nie powinno tak być!
    A TY dzielna jesteś i życze Ci nie tylko tego, żeby reszta Twego macierzyńskiego życia tylko radości przynosiła, ale tez tego żebyś szybko o tym co opisujesz- zapomniała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo Ci współczuję... Każda z nas powinna mieć znośne wspomnienia z porodu - ja mam bardzo dobre i każdej z was życzę takich. Uważam, że nie można go było przeprowadzić lepiej. Przyjechaliśmy do szpitala o 7, dostaliśmy swój pokoik z łóżkiem, fotelem, stolikiem, tymi wszystkimi workami i piłkami oraz prysznicem. Siedzieliśmy tam sobie z mężem do 11:50, potem wzięli nas na porodówkę i o 12:05 Mikołaj był już na świecie. Opieka była naprawdę super. Na początku dali nam święty spokój i przychodzili tylko raz na godzinę mnie zbadać, albo jak mąż poszedł po położną bo mieliśmy jakieś pytanie, a na porodówce były 4 położne i lekarz i naprawdę czułam, że jestem w dobrych rękach. Nie ma rzeczy, którą bym chciała poprawić.

    Jeżeli zaś chodzi o temat "bycie młodą mamą". Mam 24 lata, ale wszyscy uważają, że wyglądam na 18. Teraz kiedy wychodzę ze swoim 3-miesięcznym synkiem na spacery bardzo często spotykam się z krzywymi spojrzeniami i komentarzami w stylu "dzieci rodzą dzieci".... WRRRR!!!!!! Nie raz mam ochotę wydrapać oczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. To zadne pocieszenie, ale chamskie uwagi personelu nie omijają tez kobiet troche starszych. Spedziłam w szpitalu kilka dni przed porodem i niecały tydzień po (wymagało tego zdrowie dziecka). Na koniec usłyszałam od położnej-jedzy. "Idzie pani do domu? Nareszcie weżmie się pani do roboty zamiast wylegiwać".

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam Cię, ze wytrzymałaś to wszystko, ale zgadzam się z lenn. Powinnaś się gdzieś poskarżyć. Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży od razu siadłam do komputera i zaczęłam szukać godnego szpitala. Mieszkam w małym miasteczku i u nas 90% porodów kończy się źle albo dla matki albo dla dziecka. Na początku ciąży wylądowałam w naszym szpitalu i to co się am działo przekracza wszystkie granice. Zdecydowałam się na poród w państwowym szpitalu w Lubinie, miał najlepsze opinie na forach. I rzeczywiście się nie zawiodłam. Poród był dla mnie jedną wielką masakrą, zakończył się cesarką, ale wsparcie jakie miałam później od personelu, to było coś nadzwyczajnego. Dwa razy dziennie obchód lekarzy do mnie, dwa razy do malutkiej, oprócz tego położne przychodziły do mnie kilka razy dziennie, zaglądały w nocy, pytały czy chcę zastrzyk przeciwbólowy, czy zabrać dziecko na noc, czy dam radę, pomagały karmić piersią, dawały butelki, kiedy sobie nie radziłam, albo mała nie dojadła. Jasne, ze zdarzały się bardziej oschłe osobniki, jak np. jedna z położnych przy porodzie, która myślała, że jak będzie bardziej stanowcza, to się wezmę w garść. A że to nie pomagało:), to zmieniała taktykę. Inna położna stała koło mnie i głaskała mnie po nodze. Anestezjolog, która przy cesarce trzymała mnie za rękę, bo byłam tak przerażona, że ją o to poprosiłam i biedna wszystko musiała robić jedną ręką, a drugiej mało jej nie zmiażdżyłam. Lekarz, który wszystko mi wytłumaczył, jak będzie to wyglądało itd. I tak moja psychika nie wyszła z tego bez szwanku, ale gdybym była na Twoim miejscu, to nie dałabym rady. Też rodziłam sama, chociaż miał być poród rodzinny, ale z powodu epidemii grypy oddział był zamknięty. I dodam jeszcze, że wszystko odbyło się bez koperty przed i po porodzie, nikogo tam nie znałam. Jedynie przed porodem mój niby-mąż pojechał z moją mamą i dowiedzieli się jak mam się przygotować.

    Do lenn: "trochę" mnie przestraszyłaś tym bólem porodowym po cięciu cesarskim. Zastanawiam się nad drugim dzieckiem, ale jeśli ból ma być jeszcze większy z powodu tego szycia, to ja wysiadam :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Do A. Nie będę opisywać historii mojego porodu i pobytu w szpitalu, bo mi sie nie chce skoro różni sie od Twojej jedynie detalami, a tak naprawde chodzi o to, że kobietę rodzącą traktuje się bez szacunku, bez empatii i bez innych ludzkich odczuć i zachowań, których można by oczekiwać w takiej chwili... Myślę jednak, że Twoj młody wiek to jedynie drobny element i nie najabrdziej istotny w tej historii, bo ja miałam niespełna 30 lat rodząc naszego syna i niczego to nie zmieniło - "dzięki" osobom "towarzyszącym" (bo nie można ich nazwać wspierającymi!) wspominam poród okropnie!
    Pamiętaj, że za kilka - kilkanaście lat, to Ty będziesz się bawić, gdy Twoje koleżanki będą być może twkiły w pieluchach:) myśląc o moim macierzystwie czasami żałuję, że nie zdecydowałam się wcześniej - zmiany, które wprowadził Tymon w naszy ustabilizowanym życiu niekiedy trudno zaakceptować... A i siły fizyczne, optymizm i energia do życia też są nieco mniejsze niż 10 lat temu... Więc myślę, że choć w Waszym wypadku nie była to decyzja może Wam pod wieloma względami wyjść na dobre:) żyjemy w kraju, w którym wszyscy wszystko wiedzą lepiej... przyzwyczaj się do tego i nie miej kompleksów z powodu swojej sytuacji, a będzie Ci to zwisać:)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kinga - może tak nie musi być, ale nie ryzykowałabym... ta cesarka była wynikiem poronienia w 20 tc, musieli ją zrobić bo dostałam krwotoku, ale do tamtej chwili, jak pamiętam, ani mnie za bardzo nie bolało ani nie szło to wolno - wręcz przeciwnie, czyli teoretycznie miałam rodzić jak moja mama - niezauważalnie.
    drugi poród był dla mnie koszmarem, ale wiem, że zdarzają się o wiele gorsze, więc nie narzekam. dla mnie ból był nie do wytrzymania, wiec błagałam o znieczulenie. długo nie miałam rozwarcia, to przez tą kilkuletnią bliznę na macicy właśnie, ale zdecydowali się na poród naturalny, mimo że byli już blisko w pewnym momencie decyzji o cesarce.
    potem się dowiedziałam od mamy, która pracuje w szpitalu i rozmawiała o mojej sprawie z profesorem od tego, że w takich przypadkach (po pierwszej cesarce) nie powinno się rodzić naturalnie, bo jest zbyt wielkie ryzyko pęknięcia macicy, w miejscu blizny jest ona przecież ściągnięta i się nie rozkurcza jak pozostała jej część.

    nie wiem, zapytałabym na Twoim miejscu jeszcze kilku fachowców, nie mówię, że ten profesor miał rację, ja na podstawie moich przeżyć sądzę, że miał.
    pewnie jest jakaś "tradycja" w tym względzie, ale pewnie i jakieś precedensy.
    pozdrawiam i nie bój się na zapas:)

    ps. jeśli mój komentarz jest zbyt szczegółowy lub drastyczny, mogę go zmienić, chciałam napisać do Kingi maila, ale nie był podany:)
    ps2. w poprzednim komentarzu mi się coś popieprzyło, więc wklejam go jeszcze raz, poprawnie.
    ps3. strasznie się tłumaczę, ale nauczona doświadczeniem z innych forów nie chcę, by ktoś miał jakieś wątpliwości:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki wielkie Lenn. Mój lekarz mówił, że jeśli nie ma przeciwwskazań, to rodzi się naturalnie. Nie pytałam jakie są te przeciwwskazania, bo jestem dopiero 5 m-cy po porodzie:) Ale jak przyjdzie pora, to zrobię szczegółowy wywiad.
    Ps. Jak się dziewczyny wkurzą, to pousuwamy posty :).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Również jestem młodą mamą, jak rodziłam miałam 20 lat, niby nie powinno wzbudzać zdziwienia skoro teraz to 15letnie mamy nie szokują.
    Odkąd zaszłam w ciążę, która też nie była planowana, czytałam wszystko co było na temat szpitali w Rzeszowie na internecie. Wybrałam może nie najlepiej oceniany, ale ten, w którym pracowała moja pani doktor. Nie powiem, że było milutko, bo nie było, ale jeśli chodzi o chwile porodu - oceniam "w porządku". Chciałam rodzić bez męża i rodziłam, choć położna pytała zachęcającym głosem, czy go zawołać. Nie byłam przykuta do łóżka, szyjka nie chciała "puścić" więc dostałam piłkę i sobie na niej skakałam. Personel był spokojny i nie czułam się źle. Swoje wyskakałam, bo rodzących było dużo, a moja szyjka nie dawała za wygraną. Ale gdy już przyszedł moment, jakieś zastrzyki i pełna mobilizacja i dałam radę :)naprawdę nie było źle. Co do chwil po porodzie, również nie mam się na co skarżyć, choć rzeczywiście nauk z przykładania do piersi, przewijania nikt nie dawał. Całą ciążę czytałam jak karmić piersią itp., więc nie czułam potrzeby aby ktoś mnie uczył. Jednakże jestem pewna, że gdybym poprosiła, położna by mi pomogła.
    Inaczej było gdy trafiłam w 33 tc z przedwczesnymi skurczami do tego samego szpitala lecz na inny "skład". Dwie niemiłe i pyszne położne poznałabym na ulicy bez przeszkód. Gdy jedna wypełniała papiery i spytała o zawód męża, usłyszałam jak mówi po mojej odpowiedzi do drugiej "ale się ustawiła" (po czym zmieniła do mnie stosunek). Kobieta obok płakała, bo nie mogła sobie przypomnieć nazw leków, jakie zażywała w ciąży a położna oczywiście nie mogła tego zrozumieć i naskakiwała na Bogu ducha winną dziewczynę. Ta zmiana zapadła mi w pamięci i współczuję każdej rodzącej która nia nią trafi/ła. Jeśli chodzi o lekarzy - wspominam ok, nie było sytuacji, w której by mnie poniżali i czuła bym się dyskryminowana itp. Gdybym miałą wybierać przy drugim dziecku, wybrałabym ten sam szpital.
    Chciałam pokazać, że nie wszędzie jest tak źle, dodam jeszcze, że nie płaciłam nikomu w szpitalu, a mojej doktorki nie było bo miała urlop. Nie miałam więc żadnych "chodów".
    Wnioskuję, że wszystko zależy po prostu od ludzi, ich nastawienia i tego, czy pracują z powołania czy z innych powodów.
    Z moich obserwacji, może to bardzo subiektywne odczucia, ale milsze i spokojniejsze były te młodsze położne ;)
    Jak zwykle się rozpisałam...
    Buziaki dla mam tych wiecznie młodych i tych troszkę młodszych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja miałam 22lata jak rodziłam, już kiedyś pisałam, że położna, która mnie przyjmowała ciągle podkreślała, że mój obecny mąż (nie był nim wtedy) nie jest moim mężem. W końcu lekarka ją opierniczyła;)
    Poród miałam super, nie spodziewałam się, że będę czuła się tak bezpiecznie. Położna przychodziła co godzinę mierzyć tętno dziecka a ja siedziałam z mężem,skakałam na piłce itd. Poród trwał chyba 3h. Dostałam zastrzyki i ból był okrutny, myślałam, że to już koniec mojego życia, chciałam skakać przez okno:)Jednakże znalazłam w sobie na tyle siły żeby zrobić przysiady, które kazała mi położna. Miały one przyspieszyć akcję więc wolałam się jej słuchać:)
    Po porodzie lekarka wraz z położnymi okrzyknęły mnie BOHATERKĄ i zaprosiły na kolejny poród:)

    Gorzej było na oddziale, dostałam tam depresji, przez 3 dni nic mnie nie cieszyło, chciałam się zabić. Po powrocie do domu przeszło:) Karmiłam dziecko do roku:P

    OdpowiedzUsuń
  12. niestety,w naszym kraju kultura osobista lekarzy oraz tzw.personelu średniego pozostawia wiele do życznia.Nie raz,nie dwa spotkałam się z takim chamstwem o jakim świat nie słyszał.A ponieważ nie należę do osób pozwalających sobie w kaszę dmuchać często dochodzi do dosyć ostrej wymiany zdań.np podczas mojego porodu wyprosiłam z sali położną robiącą mi głupie uwagi.Potem już wiedzieli,że ze mną lepiej nie zadzierać.Próbowałam na chamstwo reagować uśmiechem i żartami,niestety,nie sprawdziło się.Trzeba walczyć o swoje.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja rodziłam w mieście, gdzie studiowałam. ciążę też miałam nieplanowaną. poród samodzielny, ale z wyboru, mój mąż nie jest na tyle odporny i nie chciałam go mieć ze sobą. ogólnie sam poród wspominam dobrze. 2 godziny bóli, mogłam sobie na piłce poskakać, pić wodę kiedy chciałam. jedyne, czego nie mogłam znieść to masowania szyjki macicy i wtedy się darłam na położną. co mnie zraziło do sytuacji na porodówce? to, że położne sobie przyniosły ciepły, pachnący popcorn. do dziś nie znoszę tego zapachu.

    zupełnie inaczej było po urodzeniu dziecka. pielęgniarka spytała mnie czy wiem, co mogę jeść. powiedziałam, że nie zupełnie. stwierdziła wtedy, że jak ktoś do nich przychodzi, to już powinien wszystko wiedzieć. (miałam 22 lata jak rodziłam, to moje pierwsze dziecko, na forach i w gazetach pisze się dużo i czasem całkiem sprzecznie, więc niby skąd mogłam wiedzieć wszystko) Nie pamiętam już co mi odpowiedziała, ale wiem, że po powrocie do domu nadal nie wiedziałam co mogę a czego nie :(

    nikt mi nie pokazał, jak przystawić dziecko. nawet jak lekarz na obchodzie kazał przyjść położnej i mi pomóc, to ona przyszła popatrzyła, stwierdziła, że może być... (więcej mi pomogła Kobieta, z którą leżałam na sali) dziecko nie umiało ssać... miałam bardzo słabej jakości pokarm, więc młody ciągle był głodny, mimo, że ciągle "był na cycku". o butelkę musiałam się prosić... dostawał jakieś 50ml i nie częściej niż raz na trzy godziny, co mu nie starczało...
    zrobił mi się zastój, poszłam po radę do położnej, a ta tylko z wielkim oburzeniem stwierdziła, że skoro mam tyle pokarmu, to czemu karmię butelką.
    bardzo mi było źle z tym, że nie mogę karmić piersią. bardzo bardzo chciałam tego. a jeszcze mnie dobijały położne (nie wspomnę, że później teściowa dołożyła swoje 3 grosze...). co się później odbiło depresją poporodową...

    nawet nie próbuję sobie wyobrazić co Ty musiałaś przechodzić. powinnaś się gdzieś poskarżyć. napisać na forach dla kobiet, może też napisać skargę do szpitala? życzę, ci, żeby depresja Ci szybko odpuściła. żebyś dała radę i sobie poradziła ze wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  14. aha, mój synek po głodówce w szpitalu po powrocie do domu dopiero po tygodniu przestał jeść na zapas. w domu już karmiłam sztucznie, w między czasie podawałam pierś

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że ja trafiłam całkiem dobrze :) bo np. co do karmienia, to mleko sztuczne było na sali i w każdej chwili można było sobie pójść i wziąć ile tylko się chciało, zawsze stały nowe buteleczki, nie było żadnego nacisku na karmienie piersią.

    Essi, ja z takich samych powodów rodziłam sama :) i nie mam z tej racji żadnych dolegliwości ani pretensji, z resztą wystarczyły mu moje krzyki, które niosły się po całym oddziale :)w ogóle to mam wrażenie, że na rodzenie z mężem jest taki sam nacisk jak na karmienie piersią. Jeśli chce i jest tego pewien - oczywiście, ale jeśli ma jakieś obawy czy cokolwiek, to niech się nie zmusza - takie jest moje zdanie. Wiedziałam, że jest tuż obok, miła położna pokazała mu malutką, powiedziała, żeby poczekał. Potem jak mnie pozszywali i wybudziłam się z narkozy to pielęgniarka zawiozła mnie na korytarz, zawołała męża do mnie, zostawiła nas na chwilę samych. Naprwdę widzę, że nie mam na co narzekać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. skąd my to znamy ? Ja urodziłam synka jak miałam 23 lata i co najlepsze to najbliższe mi osoby traktowały mnie jak "trędowatą".. Jako jedyna ukochana córeczka rodziców, zaszłam w ciążę,jak na złość..a przecież miałam robić karierę!!! nieważne,że miałam już narzeczonego z wyznaczoną datą ślubu, duże mieszkanie i zaplecze materialne! NIE!!! pokrzyzowałm im plany i zrobili wszystko, żeby uprzykrzyć mi życie.. Wytłumaczyłam im że dziecko nie przekreśla żadnych planów życiowych.. wystarczy dobra ogranizacja i WSZYSTKO da się zrobić..
    Sam poród miałam przyjemny, bo cesarka.. planowana:) potem się zaczęło.. położne miały w nosie potrzeby cesarek, które jak wiadomo dłużej do siebie dochodzą .. nieważne że ledwo chodziłam.. musiałam szybko opuszczać salę pooperacyjną, by przejść do ogólnej,bo już "świeże cesarki" czekały.. dobrze, że wcześniej chodziłam do szkoły rodzenia i dużo czytałam o pielęgnacji maleństwa i karmieniu piersią, bo tam nikt raczej nie interesował się losem początkujących mam.. Jak prawie każda, miałam problem z karmieniem i prosiłam o butelkę dla synka.. to patrzyły na mnie jak na dziwaka!!! Od lekarzy trzeba było wyciągać informacje o stanie zdrowia maluszka czy mojego..bo przecież to takie dziwne ze jestem tym zainteresowana.. a może nawet nie rozumiem co do mnie mówią?? W końcu sie zorientowali,że nie trafili na laika i rozmowa była od razu inna.. niestety panuje ogólne przekonanie,że te młode mamy to nic nie wiedzą, traktowane są jak patologia albo inne wyrzutki społeczeństwa.. niekiedy jest w tym trochę racji, patrząc na niektóre mamusie z szemranych towarzystw..miałam na sali taką jedną.. 17 lat i naprawdę taka głupiutka,że aż mi jej szkoda było, tatuś przyszedł obejrzeć dziecko, podpity, poobijany.. chciał rozbierać maluszka, bo musiał sprawdzić czy to na pewno chłopak!!! "przepiękna łacina" z ich ust wypełniała cały korytarz, aż lekarz zainterweniował.. i mu powiedział "pan cuchnie alkoholem, zachowuje się nagannie i jest brudny, a tu są małe dzieci".. jest jak jest ale mimo wszystko nie można mierzyć ludzi jedną miarą

    OdpowiedzUsuń
  17. Wcześniej pisałam jako Katarzyna. Teraz założyłam bloga i inaczej się podpisuję :)(tak żeby było jasne:) )
    Stereotypy na temat młodych matek królują wszędzie, chyba nawet nie muszę przytaczać tu przykładów, bo każda z nas to doskonale zna. Ja mając 21 lat i półroczną córeczkę nie powiem, że jestem z siebie dumna, ale czuję, że daję radę, od początku robiłam swoje, starałam się nie słuchać dobrych rad (szczególnie teściowej), robię tak, jak uważam za słuszne i dobre dla małej i dla nas. Nawet mi wychodzi, a mieszkamy sami, teściowie i rodzice daleko (i całe szczęście). Wiek nie ma znaczenia, wszystko jest zależne od tego, co mamy w głowach, jakie priorytety i usposobienie. Ważne jest wierzyć w siebie.
    Swoją drogą, jak ktoś mógł w ogóle wpuścić takiego faceta na oddział. Chyba bym wyszła z siebie, gdyby taki mi na salę wszedł. Nie zapomnę, jak w sąsiedniej sali była dziewczyna gdzieś tak w moim wieku, która dosłownie w każdej wolnej chwili (czyli prawie bez przerwy) rozmawiała przez telefon ze swoim mężem. Wszystkie znałyśmy najdrobniejsze szczegóły jej przygód z porodówki, aktualne wiadomości z życia jej córeczki, rozterki i dylematy, no po prostu wszystko. Po 2 dniach znałam jej rodzinę, nazwisko prywatnej położnej, lekarza, psiapsiółek... Eh... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. neska1983,
    strasznie Ci zazdroszczę, mi cięte riposty przychodzą do głowy dopiero już po całej akcji, bywa że nawet dni kilka... podziwiam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja urodziłam pierwszą córkę mając 18 lat, drugą 21. Niestety wyglądam jeszcze młodziej. W szpitalu na szczęście nie spotkałam się z czymś takim jak ty A. ale na ulicy bardzo często słyszałam teksty w stylu "to chyba pod pedofilie podchodzi", albo "dzieci rodzą dzieci".

    W ogóle moja sytuacja była trudna i skomplikowana i chciałabym o tym kiedyś napisać posta, ale na razie brakuje mi czasu.
    W każdym razie moja historia zawiera nieplanowaną ciążę w młodym wieku, przyłapanie faceta na zdradzie kiedy byłam w ciąży, plany usunięcia ciąży, samotne wychowywanie dziecka, ale też w końcu spotkanie drugiej połówki, druga nieplanowana ciąża i wielka radość z niej, no i teraz maksymalne starania żeby dzieci nie odczuwały że ich rodzina jest troszkę inna niż "standardowa".

    Mam nadzieję że kiedyś mi się to uda ;)

    I pamiętaj A. - to że jesteś młodą mamą nie znaczy, że jesteś gorszą. I polecam zostawienie maleństwa z mężem, dziadkami (albo rodzeństwem jeżeli masz i się zgodzą) wyjście na imprezę, żeby sobie przypomnieć że jesteś młoda, żeby się zrelaksować i zdystansować. Mi to bardzo pomaga i kiedy dopada mnie depresja w stylu "po co mi była ta ciąża", lub "nie jestem tylko kurą domową - jestem jeszcze młoda" wracam do domu z pełnią nowych sił i energii

    Beata

    Ps. Piszę tu pierwszy raz i nie wiedziałam jaką opcję wybrać pod okienkiem i chyba wskoczyłam na konto brata ;)
    mile widziana instrukcja zalogowania się tu na mail beti88r@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak dla mnie to bez znaczenia ile mama ma lat, bo może być nawet 16latka czy młodsza i 35tka i obydwie mogą się zachowywać jak dzieciaczki lub jak kobiety które zaczynają dojrzewać jako matki.
    Ja nie zmuszałam męża w żaden sposób, tylko powiedziałam że byłoby mi lepiej gdyby był na sali, ale jak zobaczyłam ten strach w oczach i pytanie położnej "co pani mąż taki przestraszony?" to mu powiedziałam żeby jechał do domu i czekał pod telefonem. Ale miał ulgę w oczach. Tak samo było przy drugiej córuni hihihi.

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedy rodzilam mialam 21 lat i nie bylam traktowana ani gorzej ani lepiej niz inne pacjentki. Musialam upominac sie o swoje, troche sie podenerwowac kiedy trzeba i poprostu nie dac sobie wejsc na glowe, ale szczerze powiem, ze to zalezy od czlowieka z ktorym ma sie doczynienia, bo w czasie mojego porodu przeszly 3 zmiany poloznych i tylko ta ktora mnie przyjmowala byla naprawde bardzo przyjemna kobieta, ale potem trafilam na prawdziwa zolze. Cale szczescie moj facet ze mna byl (oczywiscie nie do konca) bo chyba bym sama zostala. U mnie tez szyjka nie chciala puscic. Rozwarla sie do 4cm i nic. A ja nie chodzilam na szkole rodzenia i tylko sobie szkodzilam oddychaniem. Strasznie sie zestresowalam i 3 razy dostawalam srodki uspokajajace.. Gdyby nie S. to chyba bym nie urodzila ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Też nie chodziłam do szkoły rodzenia, po pierwsze nie miałam za bardzo jak i z kim, bo męża praktycznie całą ciążę nie było, a sama nie chciałam. Sądziłam też, pewnie niesłusznie, że nie chcę znać szczegółów, że przyjdzie czas i będę wiedziała, co robić. Tylko z oddychaniem miałam problemy ale położna powiedziała mi jak mam oddychać i choć nie bardzo mi się to udawało, to dałam radę, jak na pierwszy poród to wg innych było krótko - ok 4 godziny. I nie czułam dyskomfortu ani nie żałowałam, że do szkoły rodzenia nie chodziłam. Zawsze sobie powtarzałam, że nie było jeszcze przypadku żeby kobieta nie urodziła, bo nie dała rady :) a przynajmniej o takim nie słyszałam :) w ogóle to przy dziecku nabiera się dystansu do wszystkiego. Tak jest bynajmniej w moim przypadku ;)
    Tak na marginesie, to już tej pogody znieść nie mogę!!! Szaro, ciemno, mokro, ciągle pada... fuj!
    Dużo słoneczka życzę Mamusie! I tatusiowie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. oto realia naszych szpitali. Przykre. Ja rodziłam w szpitalu na inflandzkiej ale wcześniej leżałam tam na patologii. Było ciążko :(
    Pielęgniarki i lekarze mało sympatyczni a dowiedzieć się czegokolwiek to już graniczyło z cudem!Słyszało się tylko burczenie.

    Ja rodziłam na płatnym skrzydle to było ok, nie narzekam choć w zasadzie mąż tylko był ze mną prawie cały czas i nie było wielkiego zainteresowania ze strony personelu. Znieczulenia nie dostałam bo lekarz tak długo pokonywał do nas te parę kroków.

    Jednak z tego co widziałam na oddziale patologii...ehh żal tych dzieczyn, które rodziły na niepłatnym.

    Komentarz w stylu: jak kupę robisz to też tak jęczysz?!...bez komentarza!


    Na szczęście pomimo tego dobrze wspominam poród bo były to najszczęśliwsze chwile w moim życiu!

    OdpowiedzUsuń
  24. Pierwsze dziecko rodziłam mając 18lat,poród szybki,bezproblemowy.Drugie w wieku lat 20.8 godzin rodziłam w domu,40 min w szpitalu,pamiętam tylko fajnego lekarza który mnie zszywał,przyjemną położną i sukow*atą lekarkę.po obu porodach nikt mi nie pomógł z personelu,wszystko pokazała mi moja mama.w 2009 dwa razy roniłam w tym samym szpitalu co rodziłam chłopców.I o ile przy porodach nikt się mną nie interesował przy ronieniu miałam przy sobie 2 wspaniałe położne i cudownego lekarza.Obecnie znów jestem w ciąży,i mam zamiar 'wynająć' do porodu obie położne,które okazały mi serce.Zaufanie do personelu medycznego,i szacunek ich do nas kobiet rodzących i do naszych dzieci,to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja rodziłam cztery razy ,każdy poród inny ludzie również.Przy trzecim porodzie miałam takiego lekarza skurczybyka ,że szkoda gadać ponacinał mnie gdzie wlezie i jeszcze przeklinał ,że sexu nie uprawiałam bo nie jestem elastyczna a słownictwo takie że uszy więdły i gdyby nie to ,że miał ręce midzy moimi nogami to bym go opluła.Teraz rodząc w poażdzierniku miałam tak cudowna położna że pomnik bym jej postawiła .Obeszło się bez nacinania i czułam sie przy niej bezpieczna .Niestety tak jest w tych naszych szpitalach ,ze ludzie potrafia zepsuć tak cudowną chwilę jak narodziny,Miejmy nadzieję ,że powoli zacznie się to zmieniać a położne będą jak moja kochana położna Madzia!!!

    OdpowiedzUsuń
  26. witam,
    Dawno nie pisałam to chyba brak czasu.
    z mojego porodu pamiętam wszytko doskonale do tej pory mineło 9 miesięcy już, najpierw opowiadałam o tym ze łzami w oczach po paru miesiącach ze złością a teraz opowiadam bez żadnych uczuć a narodziny dziecka powinny być najpiekniejszym dniem w życiu kobiety.
    Myślę czy to napisać.....napiszę.....
    mam 22 lata rodziłam 16godz byłam w szpitalu 10dni. na sale zabrali mnnie o 22, leżalam na jakieś leżance okryta tylko kocem za ściany słyszałam rodzące kobiety. o 9 rano jakiś lekarz (do tej pory nie wiem który) przeciął mi wody płodowe nic nie mówiąc-płakałam strasznie. leżałam dalej na leżance głodna i spragniona. godz 17 zaczął się poród uff 4 parcia i jest na świecie, staram się nie widzieć połoznej która sprząta krew i ogląda łożysko robi przy tym minę obrzydzenia. leże z nogami rozłożonymi i widzę jej ohydną twarz jak wyciera koło mnie krew. to już nie ważne bo mam dziecko na rękach teraz myśle o tym żeby nie krzyczeć z bólu jak zszywa mi krocze. po wyjściu miałam depresje ciągle płakałam po kątach i do tej pory to robie. ale jest lepiej.
    chce mieć więcej dzieci ale poważnie myślę o prywatnej sali i położnej dla tego, że boję się że moja naderwana psychika nie wytrzyma tego.
    dziękuje mężowi który był i jest ciągle ze mną i mnie wspiera.
    Pozdrawiam K.SZ.

    OdpowiedzUsuń