Kochane Niegrzeczne i Niedobre Mamuśki!
Oglądając DDTVN, strasznie się ucieszyłam że jest wreszcie jakaś sensowna strona w necie, gdzie można poczytać o PRAWDZIWYM macierzyństwie i urokach życia codziennego Matki Polki. Bo szczerze, mam dość stron redagowanych na współ z poradnikami parentigowymi, gdzie na wszystkie problemy wychowawczo-żywieniowe są gotowe recepty i złote standardy. Które w większości nie działają. Przynajmniej na moją Polindę.
Jak ja się cieszę, że jest nas więcej!!! Że nie jestem osamotniona! Mi też się czasem (często) nie chce, od urodzenia dziecka jestem w permanentnym stanie niedospania, i że entuzjazm z upływem godzin na zegarku spada do pozycji 'flat'. I wkurza mnie, że zamiast uprawiać seks z mężem, musimy stawać na głowie żeby panna Pola zechciała łaskawie usnąć o 22.
Ale przejdę do rzeczy. Chodzi mi o Wasze zdanie na temat szczepień nieobowiązkowych (pneumokoki, meningokoki, rotawirusy etc.). Notabene, te obowiązkowe są też odpłatne jak chcesz dziecku zaoszczędzić przy jednej wizycie 3 wkłuć!!! Moja córka ledwo zniosła smak szczepionki rotawirusowej (darła się w przychodni tak, że na parterze w aptece było ją słychać), po pneumokokach przez 5 h darła się w domu. I nie było sposobu aby ją uspokoić. Potem okazało się, że odczyn był nieprawidłowy, więc trzeba do neurologa. Następnie na USG ciemiączka. I diagnoza, żeby nie podawać drugiej dawki szczepionki. Odkrycie! A 350 zł jak psu w mordę! Nie licząc opłat za prywatną wizytę u neurologa (państwowo czeka się najmniej 2 miesiące, w Warszawie), no i USG (też prywatnie). O stresie nie wspomnę. Moim, męża i panny Poli.
Ale co mnie najbardziej zaskoczyło, to skrajnie różne opinie lekarzy na temat szczepień dodatkowych.
Neurolog mnie zapytała "po co mi ta szczepionka?", bo ona uważa że szczepień obowiązkowych i tak nadto w pierwszym roku życia dziecka. Wręcz stwierdziła, że te całe nowe zagrożenia są wymysłem koncernów farmaceutycznych które opracowując nowe szczepionki, zbierają żniwo na ich sprzedaży. I że to kolejny chwyt marketingowych, na który się łapią niedoświadczone matki.
Pediatra nr 1, wytłumaczyła mi co to są te pneumokoki, jak dziecko może się nimi zarazić i jakie zagrożenia są z nimi powiązane. Na pytanie czy warto szczepić, odpowiedziała mi pokrętnie że jeśli mnie stać to powinnam się zastanowić. Pediatra nr 2, kazała poczekać do 2-3 roku życia dziecka, i wtedy szczepić bo taniej. A dziecko i tak prawie nie ma kontaktu z innymi dziećmi, więc ryzyko zakażenia jest minimalne, i żeby oszczędzić dziecku stresu z kłuciem.
A o meningokokach dowiedziałam się od..... mojego ginekologa. Wspomniał, przy okazji omawiania kwestii innej szczepionki (tej chroniącej przed wirusem HPV).
Komercjalizacja i propaganda zdrowia jest już tak szeroko okrojonym zjawiskiem, że zastanawiam się gdzie leży granica? Widziałyście reklamy z serii "obejmij mnie szczepieniem"? Te dzieci w szarych szpitalach, z wenflonem upiętym w łapce, w łóżeczku z metalowymi prętami! Koszmar! Jestem wściekła na twórców takiej komunikacji i na to że tego rodzaju reklamy są dopuszczane do emisji! Ciekawe co na to rodzice, których najzwyklej nie stać na szczepionkę po 350 zeta za jednorazową dawkę (gdzie ukłuć jest zazwyczaj trzy)?
Mam wrażenie, że te nowe szczepionki (koszmarnie drogie) to nabijanie pacjenta w butelkę. Jak masz to wydaj, przecież zdrowie twojego dziecka jest bezcenne! Czy znacie jakieś dziecko, które zachorowało bo nie dostało szczepionki na pneumokoki?
Abstrahując, od nowych zagrożeń czyhających na nasze dzieciaki. Kilka miesięcy temu, bratanek Polindy, Oskar przechodził ospę. Tak, tak! Tę starą, zapomnianą i niezwykle wkurzającą chorobę, bo jak dzieciakowi wytłumaczyć żeby nie drapał bo na zawsze zostaną dzioby po krostach. Podczas gdy on zamienił się w biedronkę (dzieciaki cały czas miały ze sobą kontakt), Poluś pozostała niewzruszona. Żadne z nich nie miało szczepionki na ospę...
ściskam mocno
Licho
niedziela, 30 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Też jestem skołowana, jeśli chodzi o szczepionki. Nasza lekarka też powiedziała, że jak nas stać... do tego te przeklęte "reklamy"- no i zafundowaliśmy naszej Małej takie szczepionki. Nie znam żadnego lekarza, który mógłby mi wytłumaczyć rzeczowo o co chodzi w tych wszystkich szczepieniach, czy są one rzeczywiście niezbędne. Niestety wszyscy/ większość z nich jest pod presją koncernów lub jak nasza lekarka prowadzi prywatną przychodnię, więc ona ma z tego wymierne korzyści /kasę, wycieczki, promocje, darmowe próbki itp./. A przydałoby się kilka takich obiektywnych opinii, żebym mogła wyrobić sobie na ten temat własne zdanie. Wolałabym nie szczepić Małej na wszystko, lepiej niech niektóre choroby sama przejdzie i złapie później odporność, ale niestety nie znam się na tym i nie chcę jej zrobić krzywdy. Tak więc szczepię ją na wszystko co tam w tabelkach pokazali, chociaż pierwszą dawkę rotawirusów i pneumokoków ominęłyśmy ze względu na to, że mała urodziła się w grudniu i wirusów wtedy niewiele... Mała ma kontakt z dziećmi bratowej, więc drugą już miała podaną. Ech... chciałabym być medycznym omnibusem :) Aha, pytałaś czy znamy kogoś kto zachorował... Na jakimś portalu wywiązała się dyskusja na ten temat i pojawiły się opinie- "gdybym wiedziała, że moje dziecko zachoruje, to bym zaszczepiła". To chyba jest rosyjska ruletka. A ja nie chcę sobie pluć w brodę, że zrobiłam za mało. Pozdrawiam w deszczowy poranek!
OdpowiedzUsuńMy nie szczepiliśmy małej żadną z dodatkowych szczepionek. To droga sprawa i daliśmy sobie z tym spokój. Choć gdyby nas było na to stać to może byśmy się skusili, ale tak jak napisałaś - dużo wątpliwych opinii na ich temat. Uważam że gdyby naprawdę były potrzebne to były by w obowiązkowym kalendarzu szczepień. A skoro nasza mała nie jest w żłobku, nie ma za bardzo kontaktu z innymi dziećmi - to i ryzyko jest bardzo niskie. Dlatego chyba dobrze, że można samemu podjąć decyzję o szczepieniu, tylko dlaczego to takie drogie... Hmmm żeby ktoś mógł zarobić oczywiście...a jak oglądałam reklamę "Obejmij mnie szczepieniem" to mnie mdliło.
OdpowiedzUsuńJeden z lekarzy opowiedział nam "dowcip", że pediatrzy szczepienia zalecają - bo widzą chorujące dzieci, a neurolodzy mają krytyczny stosunek bo widzą powikłania poszczepienne...
OdpowiedzUsuńMam podobne odczucia co do szcepień. Czuję się ciągle niedoinformowana w tym temacie, a lekarze wcale nie ułatwiają. Co doktor, to inna opinia. Moja córeczka źle zareagowała po drugiej dawce infanrix (5 w jednym). Nastepne szczepienia ma rozbite na mniej skojarzone szczepionki. Chetnie w ogole nie szcepiłabym dziecka, bo strasznie boję się reakcji poszczepiennych. Niebowiązkowe szczepionki to jak dla mnie przesada. Po co dziecku ładować wszystkie szczepionki w 1 roku życia? Przecież układ odpornościowy dziecka moze sobie z tym nieporadzić, a potem kilometrowe kolejki do neurologa. Pozdrawiam i zyczę zdrowego rozsądku mamuśkom
OdpowiedzUsuńhttp://michalinka.blog.onet.pl/Szczepionki-nafaszerowane-rtec,2,ID387428971,n
OdpowiedzUsuńWczoraj dostałam ten link od swojej mamy. Zastanawiałam się nad dodatkowymi szczepieniami, ale teraz na pewno się na nie nie zdecyduje dopóki młody jest taki malutki. Przerażające. Boję się iść na kolejne sczepienie.
Ja uważam, że te podstawowe szczepionki to wystarczająco dużo, a nas z 30 lat temu tyle nie szczepiono i jakoś żyjemy, a organiz ma swoją odporność. Jak dla mnie dobry bajer w reklamach to połowa sukcesu ;-)))
OdpowiedzUsuńTak, tak, teściowe to lubią się wymądrzać, bo nie zrozumiały lekcji jaką ja rok temu sama odczułam. Pourodzeniu pierwszego dziecka myślałam, że jestem najmądrzejsza na świecie, ale poskromiłam się gdy zaczełąm sama dawać porady mojej siostrze, która miała zostać mamą. Po pewnym czasie uznałam, że się wtrącam i narzucam swoje zdanie, więc zaprzestałam i nikomu tego nie robię;-))
OdpowiedzUsuńA teściowe, jak to mój mąż powiedział kiedyś o swojej mamie "to taki rocznik, trzeba czasami wpuszczać jednym uchem a wypuszczać drugim"
Ja nie szczepiłam moich maluchów na pneumokoki,ponieważ słyszałam od każdego lekaża różne opinie ...ale niestety mój mały synek niestety leżał 3 tygodnie w szpitalu na pneumokokowe zapalenie opon móżgowych i mózgu i uwierzcie mi ,ze obraz dziecka z reklamy to jest nic w porównaniu do tego jak wyglada i czuje sie taki maluch w szpitalu...koszmar . Widok mojego maluch na Oddziale Intensywnej Terapii Medycznej , podłączonego pod aparaturę i pokłótego do granic możliwości był najgorszym widokiem w moim zyciu . Nikomu nie zycze aby musiał przezywać to samo . Najgorsze w tym wszystkim jest to ,że szczepienia nie daja pewności ,że dzieci nie zachoruja . Moja koleżanka szczepiła i dziecko też zachorowało . Dziekuję Bogu ,ze mój synek wyszedł z tego bez szwanku . A w szpitalu ilu lekarzy tyle opinii na temat szczeoień . jedni uważaja ,ze powinnam go zaszczepić inni ,ze nie powinnam . I bądz tu mądry ...a ja jestem przerażona ,że w tej chwili każda najmiejsza dawka szcepionki może na niego źle zadzaiłać .
OdpowiedzUsuńWitajcie Drogie Mamuśki!
OdpowiedzUsuńWiększość lekarzy mówi "jeśli macie pieniądze, to szczepcie, szczepcie na wszystko". Do jasnej cholery, jestem ciekawa czy swoim dzieciom też tak chętnie fundują ogromne ilości rtęci (bo to ona jest głównym składnikiem konserwującym taką szczepionkę)?
W USA swego czasu była taka historia, gdzie ogłosili, że ten lekarz, który przyjmie w jednym szczepieniu te wszystkie szczepionki, które zalecają dla naszych Maluszków, otrzyma czek na 1 mln dolarów. I co się okazuje, żaden śmiałek do tej pory się nie zjawił. Ciekawe czemu...?
Drodzy rodzice zwracajcie uwagę przede wszystkim czy w składzie takiej szczepionki nie znajduje się taki składnik jak triomersal (to właśnie on powoduje, że rtęć odkłada się w mózgu dziecka i odezwać się może po jakimś czasie).
Nie ufajmy reklamom, przecież nie bez powodu mówią, że telewizja kłamie. Nie dajmy się nabrać!
A przede wszystkim słuchajmy co nam podpowiada intuicja, ona nigdy nie zawodzi. A hasło kocham więc szczepię, włożyłabym w gardło temu kto je wymyślił.
I reasumując, wystarczy zaszczepić dziecko na podstawowe szczepionki, po co te dodatkowe. Z resztą żadna szczepionka nie daje 100% pewności, że dziecko nie zachoruje.
Pozdrawiam Was serdecznie i ściskam Wasze Maluszki :)
Ja nie chcę nikogo straszyć ,ale mój synek po podaniu MMRII doznał wstrząsu anafilaktycznego , 40 stopniowej gorączki i paraliżu obu dłoni:((
OdpowiedzUsuńpo lekach i masażach paraliż ustąpił ale po pół roku od szczepienia synek zaczął się"cofać" w rozwoju...
miał 1,5 roku kiedy przestał mówić , patrzeć na rozmówcę ,reagować na swoje imię ,polecenia ,cokolwiek, przestać gryźć stałe pokarmy...:(
Diagnoza mnie powaliła:AUTYZM WCZESNODZIECIĘCY...
Zawalił nam się świat...
Po wielu wędrówkach po lekarzach i bojach z gminą zdobyliśmy dla synka terapeutów i po 4 latach intensywnej terapii jest już w miarę"uczłowieczony"...mówi, rozumie wszystko , patrzy częściej na rozmówcę , od roku uczy się znów normalnie jeść, potrafi czytać ,pisać ,liczyć w wielu dziedzinach prześciga zdrowych rówieśników ale też w kilku jest do tyłu...na szczęście przeklęty autyzm tylko go "zahaczył"...
Już po fakcie dowiedziałam się, od neurologa i alergologa ,że dzieci alergiczne i ze skazą białkową w ogóle nie powinny być szczepione do 3 roku życia (mały jest mega alergikiem) bo alergie w połączeniu ze szczepionkami mogą (choć nie muszą )uaktywnić przeróżne skutki uboczne łącznie z autyzmem...szkoda ,że wcześniej nikt mi o tym nie powiedział :(
Pozdrawiam cieplutko :))