niegrzecznemamuski.blogspot.com

sobota, 31 marca 2012

W drogę!

Zostałam poproszona o napisanie artykułu. O podróżowaniu, bezpieczeństwie i zabawach w samochodzie. Myślałam, myślałam, myślałam. Pisałam, skreślałam i edytowałam sto razy. Nagle zdałam sobie sprawę, jak niewiele wiem o pokonywaniu kilometrów z małym dzieckiem. 
Nie dlatego, że nie jeżdżę, ale dlatego, że Groszkowski uwielbia samochody, a my nigdy nie musieliśmy się silić na zapewnienie mu rozrywki podczas jazdy. Po prostu pomagamy się wgramolić do fotelika, zatrzaskujemy drzwi i jazda!
Przede wszystkim fotelik. 
Musi być dopasowany do wieku, musi zdać crash-testy na 5 i oczywiście MUSI mieć ładny kolor :) Groszkowski uwielbia swój fotelik i za Chiny Ludowe nie chce zamienić go na nowy. Niestety jeszcze chwila, a głową będzie dotykać sufitu - większy fotelik to mus. 
Nowe auta posiadają system ISOFIX, który nie tylko zwiększa bezpieczeństwo, ale ułatwia montaż fotelika. Właściciele "nastolatków" i starszych samochodów są skazani na siłowanie się z pasami bezpieczeństwa.
Groszki wyjeżdżają...
I zazwyczaj wygląda to tak: Mama G. ma reisefieber. Lata, wścieka się, denerwuje, że czegoś nie zabrała. Tata G. denerwuje się, że Mama G. zabrała za dużo. Zazwyczaj za dużo butów. Groszkowi się udziela i denerwuje się, że jeszcze nie jedziemy. Generalnie cyrk na kółkach... Do czasu, aż nie wsiądziemy na nasze cztery kółka. 
Przed wyjazdem napełniamy brzuchy i sprawdzamy, czy pęcherz Gronia jest pusty. Dla pewności nerwowy siczek. 
Kiedy już wpakujemy niezbędne bagaże: ubrania, dużo ubrań, mnóstwo ubrań, kosmetyki, tona kosmetyków, zbyt wiele kosmetyków, kilka mini resoraków, kocyk, niezbędne siedem par szpilek Mamy G. - możemy ruszać. Nie potrzebujemy zabawek, krakersów, ani telewizora w aucie. 
Zazwyczaj rodzice starają się wybierać porę podróży tak, aby wstrzelić się w drzemkę dziecka. Większość moich znajomych wybiera późny wieczór i noc na pokonywanie dłuższych tras. U nas zdecydowanie nie sprawdza się taki system. Groszek lubi obserwować drogę, mijające nas samochody i okolice. Lubi rozmawiać podczas jazdy, rozpoznaje marki mijanych przez nas samochodów i chwali się, że zna się na samochodach. Nie da się zaprzeczyć, czasami sama się zastanawiam, skąd on tyle wie. Uwielbia traktory, koparki i sportowe cudeńka, ale też terenówki i autobusy. Tiry raczej ignoruje. Patrzy przez okno i komentuje, a że chłopak ma gadane (czyżby po mamusi?), to przez większość czasu jesteśmy skazani na pytania, często retoryczne, monologi, dłuuugie monologi i zupełnie obiektywną krytykę innych kierowców: Mamusia, to nie sierota! To auto! Ups...
Poza tym, Groszek nie ma po drodze sensacji żołądkowych, a zdaję sobie sprawę, że jazda pod groźbą puszczenia kolorowego pawia musi być nie tylko stresująca, ale i niekoniecznie przyjemna. 
W tym miesiącu Groszek pierwszy raz leciał samolotem. Zaopatrzyłam go w syrop przeciw chorobie lokomocyjnej. Na szczęście i tym razem nie był potrzebny. Co więcej, w trakcie trwającego trzy godziny lotu, Tata G. kimał jak dzidzia, ja czytałam, a Groszek... a Groszek leciał samolotem.
Więc jak tu pisać o podróżach? Jak doradzać i rozwodzić się na temat ułatwiania sobie wyjazdów z dzieckiem, skoro nasze dziecko ułatwia i umila sobie wyjazdy samo. 
A jak Wam udaje się przetrwać kilkugodzinną podróż? Czy też macie taki luz, czy może modlicie się w duchu: byleby się nie obudził!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz